Iluzja,
za którą
płaci ciało

iluzja2
Lista zadań odhaczona, projekty dowiezione, kolejne sprawy w kolejce. To dlaczego czujemy gonitwę myśli i nakręca nas napięcie? I niepewność: co jeśli okaże się, że jednak ocenią mnie źle?

To doświadczenie, które Alain de Botton nazywa lękiem o status. Nie chodzi w nim wyłącznie o pozycję czy pieniądze, lecz o potrzebę uznania, przynależności i poczucie, że jesteśmy wystarczający.

Lęk o status może maskować się ambicją i wysokimi standardami. Może z zewnątrz wyglądać jak perfekcyjna produktywność. W rzeczywistości bywa silną wewnętrzną potrzebą potwierdzenia własnej wartości. Czujemy go w ciele. Oddychamy płytko, zaciskamy szczękę, napinamy kark. Na urlopie pozostajemy w stanie wewnętrznej mobilizacji.

De Botton pokazuje, że źródła tego napięcia są głęboko wpisane w sposób, w jaki funkcjonuje współczesne życie zawodowe: w potrzebie uznania (wszyscy chcemy być akceptowani i czuć się “kimś”), w rosnących oczekiwaniach (czujemy wstyd, że nie osiągamy “pełnego potencjału”), merytokratycznej narracji (nie udało mi się, więc jestem “nikim”), subtelnych kodach prestiżu (kręgi towarzyskie, marki, stanowiska) i zależności od ocen innych (poczucie bezpieczeństwa tylko wtedy, gdy oceniają nas dobrze). W efekcie organizm pozostaje w stanie stałej, wyczerpującej gotowości.

Iluzja znana wielu dorosłym brzmi: „Jeszcze ten tydzień, jeszcze ten projekt – wtedy sobie odpuszczę.” W trybie nieustannego osiągania uwaga przesuwa się ku temu, co jeszcze przed nami, a to, co już jest, nie ma kiedy zostać odczute.

Alexander Lowen powiedziałby, że to wina ego, które dąży do władzy, kontroli, osiągnięć. Wprowadza nas w poczucie, że sens życia tkwi w produktywności i rozpoznawalności. Koszt permanentnego trybu osiągania ponosi ciało. 

Czy przesunięcie perspektywy patrzenia może pomóc? Można spojrzeć na sens życia od strony wartości niewystawianych na pokaz: jakości relacji, rytmu pracy, przestrzeni na ciszę, uczciwości wobec własnych granic. Człowiek jest istotą cielesną i poczucie „że się żyje” wiąże się z namacalnym doświadczaniem przyjemności – czy to fizycznie, czy emocjonalnie. I przede wszystkim tu i teraz. To, do czego tęsknimy często w dorosłym życiu, to właśnie poczucie bycia w chwili. Niemyślenia o jej celowości czy produktywności. Wiele najbardziej nadających życiu sens chwil charakteryzuje się właśnie tym – że ulubiony moment jest samowystarczalny.

Nigdy nie wejdziemy na wyimaginowany szczyt, bo on nie istnieje. Każda lista zadań będzie się odnawiała jak ogon jaszczurki. Dojrzałość powinna prowadzić do przesunięcia akcentu: by spokój przestał być nagrodą po wyniku, a zaczął być stałym elementem gry. Przyjemność wróci wtedy jako oznaka samego życia - nieodkładanego na później.

Kasia Dłużniewska-Łoś
Autor wpisu:

Kasia Dłużniewska-Łoś
coaching, warsztaty, tutoring

Udostępnij